Felietonista jednego z największych norweskich dzienników nie po raz pierwszy już analizuje sytuację polityczną nad Wisłą. Od kiedy władzę przejęło Prawo i Sprawiedliwość, Strand ostrzega na łamach "Dagbladet" przed dyktatorskimi zapędami Jarosława Kaczyńskiego oraz populizmem jego ugrupowania.
Pogardliwie o polskim prezydencie
W zamieszczonym wczoraj wieczorem na portalu dziennika artykule Strand analizuje okoliczności weta prezydenta Andrzeja Dudy wobec dwóch ustaw dotyczących Sądu Najwyższego i KRS. Twierdzi, że ponieważ w roku 2015 Jarosław Kaczyński zdawał sobie sprawę, iż jest politykiem kontrowersyjnym, wybrał na kandydatów do najwyższych urzędów w pańskie osoby uległe, czyli Beatę Szydło i Andrzeja Dudę. Jego taktyka była do czasu w pełni skuteczna.
Teraz jednak, zdaniem norweskiego dziennikarza, coś się zmieniło. Andrzej Duda zawetował ważne dla rządu ustawy i wygłosił, jak to ujął Strand, "niemal piękne" uzasadnienie tej decyzji. Dalej tłumaczy norweskim czytelnikom, że to musiało zaboleć prezesa Kaczyńskiego. Konkluduje słowami:
"Kaczyński nie jest człowiekiem, który poddaje się łatwo. Istotne pytanie, to jaki będzie jego następny ruch. Próba uczynienia z prezydenta swojego pieska, zawiodła. Piesek stał się mężczyzną".
Podzieleni Polacy
O artykule Stranda jest już głośno wśród norweskiej Polonii. Jedni mówią, że norweski dziennikarz napisał "samą prawdę", a inni wskazują, iż nie godzi się w ten sposób pisać o głowie państwa.
Internautka o imieniu Patrycja pisze w komentarzu do artykułu na ten temat:
"Rano wysłałam maila ze skargą do Dagbladet i Medietilsynet jak i również podesłałam linka do biura prasowego PAD. Oczywiście, że dziennikarz naruszył etykę dziennikarską jak i "Vær varsom plakaten", który zabrania stygmatyzacji i nakazuje wręcz używania języka zgodnego z etyką i kulturą. Artykuł jest poniżający. Kontekst rozumiem, lecz słowa w nim użyte wykazują brak jakiegokolwiek szacunku do głowy państwa. Niezależnie jakie stanowisko człowiek piastuje, szacunek się należy. Zobaczymy co z tym zrobią."
Inaczej widzi to Barbara:
"Bardzo dosłownie, ale to przecież prawda. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy tak się oburzają. Jeśli my nie mamy szacunku dla tego osobnika zwanego prezydentem (i wiemy doskonale z jakich powodów), to dlaczego inne kraje mają mieć?"
Co do jednego wszyscy są zgodni - tego rodzaju tytuły czyta się w norweskiej prasie rzadko.
