O autorze
Sylwia Skorstad – dziennikarka, na stałe współpracuje z portalami Nportal.no i Republika Kobiet. Pracowała między innymi w miesięcznikach „Żyjmy dłużej” oraz „Boutique”. W 2007 roku przeniosła się z Polski do norweskiego Trondheim. W ostatnich latach publikowała między innymi we „Wprost”, „Newsweeku”, „Przekroju”, „Nowej Fantastyce”, fineLIfe.pl, podejmując głównie tematy związane ze Skandynawią. Pisze opowiadania, interesuje się literaturą nordycką.

Norwegia rusza na wieloryby

płetwal błękitny
płetwal błękitny Wikimedia Commons
1 kwietnia na norweskich wodach rozpocznie się doroczne polowanie na wieloryby. Już blisko milion osób apeluje do rządu Norwegii o zaprzestanie zabijania tych zwierząt.

Norwegia jest obok Japonii i Islandii jednym z trzech krajów dopuszczających polowanie na wieloryby, mimo, że populacja tych zwierząt w ostatnich latach drastycznie się zmniejszyła. Wrażliwe na zmiany w środowisku naturalnym wieloryby straciły dobre warunki do rozmnażania, na przykład populacja płetwala błękitnego stanowi obecnie tylko 1% stanu z roku 1920. Norwegowie tłumaczą jednak, że taką już mają tradycję, a ich działania w tym zakresie nie mają wpływu na środowisko. Czy to prawda?



Bo „kradną” ryby
Okres polowania na wieloryby trwa w Norwegii od 1 kwietnia do 31 sierpnia. Norwegowie twierdzą, że nie zabijają przedstawicieli gatunków zagrożonych, pozwalają polować tylko na 1 z 80 żyjących na planecie waleni. Załogi kutrów żyjące z połowów, producenci, eksporterzy i przedsiębiorcy zaangażowani w wielorybniczy biznes przekonują, że wielorybnictwo ma pozytywny wpływ na środowisko, bowiem eliminuje „szkodniki” masowo pożerające niezwykle cennego dla gospodarki dorsza.

Rząd norweski jest oszczędny w słowach, gdy idzie o wieloryby. Chodzi przecież o dochodowy biznes, a także pracę dla wielorybników, a co za tym idzie głosy wyborcze. W raporcie trzech międzynarodowych organizacji ekologicznych opublikowanym w 2016 roku przedstawiono liczne przykłady rządowego wsparcia finansowego dla przemysłu wielorybniczego.

Tradycje można zmienić
Jednak nie wszyscy w Norwegii podzielają tradycyjny punkt widzenia. Biolog Robert Cristofani opublikował w „Dagbladet” artykuł rozprawiający się z mitami na temat wielorybnictwa. W jego popartej wynikami badań naukowych ocenie, wielorybnicy są odpowiedzialni za „największą w historii masakrę biomasy”. W efekcie polowań zginęło o wiele więcej zwierząt niż Norwegia przyznaje – nie tylko wielorybów, ale też delfinów i rzadkich ryb padających ofiarami trawlerów „przy okazji”.

Cristofani przekonuje również, że wieloryby przyczyniają się do zwiększenia liczebności ryb w oceanach, czego dowiodły badania prowadzone Akademię Nauk Stanów Zjednoczonych. Zaprzecza też twierdzeniom norweskich wielorybników, że obecnie połowy są prowadzone w sposób humanitarny. Opinia międzynarodowa nie ma na to dowodu, bowiem od 2004 roku Norwegia przekazuje jej skąpe dane na temat wielorybnictwa.

W obronie wielorybów
W ostatnich latach w wyniku stałego zmniejszania kwoty przeznaczonej do odłowu liczba zabijanych podczas polowań wielorybów spada. Rocznie na norweskich wodach ginie w wyniku polowań od 500 do 1000 waleni. Duża cześć pozyskiwanego z nich mięsa jest eksportowana do Islandii i Japonii, gdzie znacznie ograniczono polowania na wieloryby.

Avaaz, czyli organizacja obywatelska o globalnym zasięgu, od kilku dni zbiera podpisy pod apelem do rządu Norwegii oraz Komisji Europejskiej o zaprzestani polowań na wieloryby. Jak dotąd podpisało się pod nim ponad 800 tysięcy internautów.
Trwa ładowanie komentarzy...