Przedstawiciel Norweskiego Związku Narciarskiego Vidar Løfshus skomentował te doniesienia w następujący sposób: „dostęp do urządzenia inhalacyjnego to zwyczajna profilaktyka zdrowotna, chodzi o utrzymanie dróg oddechowych w dobrej kondycji”. Tego było za wiele dla komentatora sportowego Oli Bernhusa. W opublikowanym w „Aftenposten” felietonie dziennikarz zastanawia się, czemu służy podawanie leków ludziom zdrowym i przypomina pytanie, jakie swego czasu postawiła polska biegaczka Justyna Kowalczyk: „Jak to możliwe, że w kraju o tak czystym powietrzu jest tylu astmatyków?”
Fińska i szwedzka prasa już dobitnie komentują doniesienia sąsiadów: „To doping!”.
Narty Małyszem Norwegii
W Norwegii narciarstwo biegowe jest ważniejsze niż piłka nożna i piłka ręczna razem wzięte, ważniejsze niż wszystkie sporty letnie, a nawet cztery brązowe medale zdobyte właśnie na igrzyskach w Rio. To dlatego, że jest częścią norweskiej kultury, elementem stylu życia. Aktywność sportowa uprawiana zimą jest w Skandynawii bronią przed ciemnością i marazmem. Kto się nie rusza, ten ma małe szanse uporać się z sezonowym spadkiem nastroju, więc rusza się, kto może – od najmłodszego do najstarszego. Nikogo nie dziwi, że w dorocznym biegu organizowanym przez lokalny klub narciarski przy nazwisku sześciolatka widnieje gwiazdka oznaczająca, iż to jego piąty występ. W Norwegii naprawdę przypina się dzieciom narty, zanim na dobre nauczą się chodzić. Ostrożne holowanie takiego berbecia może być dla mamy i taty kolejną formą treningu.
Uwarunkowania klimatyczne sprawiają, iż w Skandynawii przez większość roku panują dobre warunki do trenowania narciarstwa. I nawet latem organizatorzy imprez sportowych nie pozwalają zapomnieć, że idzie zima, czas na nartorolkach szykować formę na sezon.
Jak cios w splot słoneczny
Poza tym Norwegia to jeden z najmniej licznych narodów Europy. Każdy sukces na arenie międzynarodowej, czy to w muzyce, filmie czy sporcie, jest szczególnym powodem do dumy. Spektakularne sukcesy narciarzy wzruszają Norwegów, tak jak nas, Polaków, porywały wyczyny Adama Małysza. Jednocześnie Norwegowie głęboko wierzą w siłę procedur oraz dobrą wolę innych (poziom zaufania społecznego jest tu jednym z najwyższych na kontynencie). Gdyby okazało się, że za przyzwoleniem działaczy sportowych zdrowi narciarze używali w niewłaściwy sposób leków na astmę, gdyby wyszło na jaw, że Justyna Kowalczyk słusznie podejrzewała nieczyste zagrania, dla Norwegów byłoby to jak cios w splot słoneczny. Mam wrażenie, że w takiej sytuacji wiele osób po prostu nie chciałoby dać wiary faktom.
Nie tylko w Norwegii jest zimno
W wywiadzie z norweską TV2 przedstawiciel Norweskiego Związku Narciarskiego podkreślał, że działacze nie robią niczego niezgodnego z prawem.
Dziś rano prezes Norweskiego Związku Narciarskiego Erik Røste wydał oficjalne oświadczenie, w którym tłumaczy, że na razie nie ma podstaw wierzyć, że jakiemukolwiek zdrowemu sportowcowi podawano leki na astmę. Jednocześnie obiecuje przyjrzeć się sprawie.
Ola Bernhus w felietonie nawiązującym w tytule do słów Justyny Kowalczyk, wyśmiewa argumenty, które od miesięcy padają w dyskusji o etyce w norweskim narciarstwie i ironizuje:
„Dlaczego, biegacze w ogóle używają tych leków? Jakaż to epidemia astmy dotyka norweskich narciarzy, a omija obcokrajowców? Astma powstała z zimna? No tak, bo tylko norwescy sportowcy konkurują w minusowych temperaturach.”
Bernhusowi i innym norweskim dziennikarzom zajmujących się tematem wykorzystywania leków na astmę w narciarstwie biegowym warto życzyć determinacji i odwagi w dochodzeniu do faktów. Nie będzie łatwo ani miło i nikomu nie przyniesie to dobrej sławy. Oby przyniosło prawdę.
